Patronka

Klara Ludwika Szczęsna

Klara Ludwika Szczęsna to prawdziwa kobieta, która żyła i umarła w klimacie świętości. Takich kobiet potrzebuje dziś świat, chyba jak nigdy dotąd. Stąd na pewno nieprzypadkowo właśnie ona patronuje Bursie dla studentek, w której dziewczęta dorastają do roli żon i matek, kobiet zaangażowanych we wspólnoty Kościoła, czy może i sióstr zakonnych. Nasza Błogosławiona Klara odchodziła do Domu Ojca w poniedziałek 7.II.1916 r przy dźwięku dzwonów na „Anioł Pański” a kilka dni wcześniej miała uszczęśliwiającą wizję św. Józefa, po której mówiła: „Chciałabym już tam być”…

W życiu duchowym m. Klary Ludwiki Szczęsnej fascynuje doskonała harmonia – wszystko jest bardzo proste, konsekwentne, zgodne z charyzmatem i duchowością Zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego. W tej prostocie i harmonii leży sekret jej wielkości. Jej mottem stały się słowa: „Wszystko dla Serca Jezusowego”, które streszczały jej życiowy program. Wszystko, czym była, co posiadała, co mogła wykonać, m. Klara oddawała Boskiemu Sercu – i to każdego dnia, jak mówią wspomnienia sióstr, które patrzyły na jej życie. Z Bogiem przebywała przez swą niezachwianą wiarę i niepodzielną miłość, przez bezwzględne posłuszeństwo Jego woli i całkowite zdanie się na Boską Opatrzność, przez troskę o rozszerzanie Jego czci, przez wdzięczność za powołanie zakonne.

Matka Klara Ludwika Szczęsna przyszła na świat we wsi Cieszki na Mazowszu 18 lipca 1863 roku jako piąte dziecko Antoniego i Franciszki z domu Skorubskiej. Niewiele wiemy na temat jej dzieciństwa, oprócz tego, że naznaczone było biedą i pracą. Żyła podobnie jak wszystkie ubogie dziewczynki w tamtych ciężkich czasach. Był to okres, kiedy Polski nie było na mapie. A wywózki na Sybir za udział w powstaniu styczniowym były normalną codziennością Polaków żyjących pod zaborem rosyjskim, do którego należała rodzinna wieś Ludwiki. Jak każde dziecko i każda dziewczyna miała trudności w rozumieniu świata, który ją otaczał. Zadawała sobie pytania dotyczące życia a szczególnie przemijania, bowiem w wieku 12 lat straciła mamę, która była dla małej Ludwiki całym światem. To mama uczyła ją kobiecych prac i prowadzenia domu. W rodzinach ówczesnych normalnym było, że dziewczynkę wychowywała matka, by przygotować ją dobrze do zamążpójścia i roli żony i matki, a chłopca od 7 roku życia brał na wychowanie ojciec. Ludwika więc po śmierci mamy musiała szybko wydorośleć.

Nie było jej łatwo. Miała marzenia dotyczące swojej przyszłości. Często pytała o nią Boga i szukała swojego miejsca w życiu. Tęskniła za bezpieczeństwem i pokojem, których potrzebuje każdy człowiek. Dopiero jednak odkrycie Bożego planu ukoiło jej tęsknoty . „Bo – jak mówił św. Augustyn – niespokojne jest nasze serce, dopóki nie spocznie w Bogu”.

Młodość to taki właśnie okres poszukiwania swojego miejsca oraz stawiania pytań. To czas w którym intensywnie odkrywamy nasze predyspozycje i uzdolnienia. Czas planowania, przewidywania i podejmowania pierwszych decyzji mających ogromne znaczenie dla całego życia. Młodość niesie ze sobą wielkie bogactwo. I właśnie ten wewnętrzny skarb noszony w młodym sercu Ludwiki doprowadził ją do Jezusa. Postawiła sobie pytania podobne do tych, które zadał Jezusowi ewangeliczny młodzieniec: „Co mam czynić, Panie, aby osiągnąć życie wieczne?” (Mk 10, 18) Aby moje życie miało pełny sens.

Niespokojne jest nasze serce,
dopóki nie spocznie w Bogu

Św. Augustyn

Ludwika była więc normalną młodą i piękną dziewczyną. Jej serce skłaniało się ku życiu zakonnemu, o czym nie wiedział jej szlachetny ale trochę apodyktyczny ojciec. Tato nie chcąc żyć samotnie po śmierci mamy, ożenił się i to bardzo szybko, po raz drugi. Miał dzieci do wychowania, więc we dwoje zawsze było łatwiej. Pojął za żonę dwa lata tylko starszą od Ludwiki dziewczynę. Macocha nie znosiła swojej pasierbicy i często ją poniżała. Ludwice zatem bardzo doskwierał brak mamy. Ojciec widząc co się dzieje, postanowił wydać córkę za mąż za dobrego i majętnego człowieka. Ludwika sprzeciwiła się ojcu wyjawiając mu swoje pragnienie służenia Bogu. Ojciec nie chciał w ogóle o tym słyszeć. Podjęła więc iście męską decyzję, by uciec z domu i tak spełnić swój zamiar obrania życia zakonnego. Wykazała się tutaj hartem ducha i wielką odwagą. Miała bowiem dopiero 16 lat. Udała się do Mławy, niedalekiego miasteczka. A ponieważ umiała szyć, więc pracowała jako krawcowa. Wykonywała też inne prace, które przynosiło życie. Do wszystkiego dochodziła dzięki kształtowaniu takich cech charakteru jak wytrwałość, wierność i pracowitość.

Podczas pobytu w Mławie Ludwika nawiązała kontakt (poprzez rekolekcje, na które pojechała do Zakroczymia) z o. Honoratem Koźmińskim, kapucynem, który wskazał jej nowo powstające Zgromadzenie Sług Jezusa. Ludwika wstąpiła do zgromadzenia z całym swoim młodzieńczym entuzjazmem. Po kilku latach pracy w tym zgromadzeniu została mianowana przełożoną domu w Lublinie, gdzie siostry prowadziły pracę konspiracyjną, gromadząc wokół siebie służące i czytając im katechizm, co było rzeczą zakazaną. Pod koniec 1882 roku na trop tej działalności wpadła policja carska. Zrobiło się bardzo niebezpiecznie. Musiała uciekać z Lublina i tułać się po domach, nigdzie nie zagrzewając miejsca. Wybawieniem dla niej i dla Sług Jezusa okazała się prośba ks. Józefa Pelczara o siostry do pracy ze służącymi oraz o prowadzenie przytuliska dla dziewcząt przyjeżdżających do Krakowa za chlebem.

I w ten sposób rozpoczęła się przygoda siostry Ludwiki Szczęsnej z powstającym wraz z nią nowym Zgromadzeniem. Przełożeni posłali młodą siostrę Ludwikę do Krakowa do pracy z dziewczętami. Tutaj spotkała ks. Józefa Sebastiana Pelczara, ówczesnego profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego, zapalonego miłością do Serca Jezusa i do Maryi, Królowej Polski. Razem podjęli się pracy z młodym pokoleniem kobiet ówczesnego wieku. „W każdym razie, tutaj, w tym mieście, wszystko się zaczęło”.(por JP II, Wadowice 16.06.1999). Życie sercanek z dziewczętami się zaczęło… W posłuszeństwie natchnieniom Ducha Pańskiego, które dawał przyszłym świętym Kościoła: księdzu Józefowi Sebastianowi Pelczarowi i siostrze Ludwice Szczęsnej.

Siostra Ludwika Szczęsna, późniejsza Matka Zgromadzenia Sióstr Sercanek, przybrała potem imię zakonne Klara. Rozumiała dziewczęta jak nikt inny, poświęcała im wolne chwile. Każda z nich była dla niej ważna. Konkretną formą pomocy były szkoły gospodarcze dla dziewcząt, gdzie dziewczyna uczyła się prowadzenia gospodarstwa czyli podstawowych prac domowych a także kształtowana była w duchu patriotycznym i chrześcijańskim, by w przyszłości mogła być dobrą żoną i matką czy też, jeśli Bóg tak zechce, siostrą zakonną. Miłością do dziewcząt Matka Klara nie tylko sama żyła, ale też wpajała ją każdej swojej duchowej córce – siostrze sercance. Zmarła w Krakowie 7 lutego 1916 roku.

Dnia 27 września 2015 roku w Krakowie Kościół wyniósł Matkę Klarę Ludwikę Szczęsną do chwały Błogosławionych Kościoła polskiego. Ta, która „przeszła przez życie dobrze czyniąc” (por. Dz 10,38) w cichości i w pokorze, w umiłowaniu Boga i człowieka, nadzwyczajna w zwyczajności, dziś może wstawiać się za nami przed tronem Boga. I czyni to skutecznie.

Jeśli chcesz zamieszkać w naszej bursie...

Zobacz jak to zrobić